Najlepiej to się mają łysi!

Rate this post

Nie wiem, czy wszystkim znane jest to przekorne powiedzenie – „Najlepiej to się mają łysi, nic im nie stoi, nic im nie wisi”. Można to oczywiście różnie interpretować, ale nie bądźmy nadmiernie złośliwi. Był taki czas, że łysina wydawała się dodawać atrakcyjności seksualnej mężczyźnie. Teraz trendy się zmieniają, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie.

Ciekawe jest, na ile wpływ na to miały badania nad łysieniem i związkiem testosteronu z wypadaniem włosów u mężczyzn? Jednak nie uprzedzajmy faktów, do tego elementu układanki dojdziemy za czas jakiś.

Z włosami czy bez?

Niełatwo jest określić, jak się lepiej wypadnie. Bez włosów, czy raczej z włosami. U kobiet mimo różnic poglądów na temat długości, czy całej gamy fryzur, jakie się przewinęły przez epoki, jedno zawsze było oczywiste. Kobieta włosy na głowie mieć musi. To dopełnienie i kropka na „i” całej jej urody i seksapilu. Mężczyzna może nie być zadowolony z utraty włosów, ale jakoś to przeżyje. Dla kobiety łysienie zawsze jest poważną tragedią.

Teraz musimy zauważyć jeszcze jeden trend, który w zasadzie się utrzymuje od wielu lat. Młodzi ludzie ćwiczący na siłowniach zwykle obcinają się bardzo krótko, czasem zupełnie na zero, po to, by w ten sposób podkreślić swoją muskulaturę. To wizualnie ma pewien sens. Faktycznie imkrótsze włosy, tym człowiek wydaje się większy. Jest to umiejętna manipulacja proporcjami. Pomijam w tym miejscu łysienie spowodowane zewnętrzną podażą sterydów androgennych, bo uważam, że jest to krzywdzący stereotyp. Nie każdy kto trenuje na siłowni musi od razu korzystać z takich środków. Rzecz jasna nadmiar androgenów może spowodować utratę włosów…

Obawy przed leczeniem łysienia

Widać więc wyraźnie, że trudno jednoznacznie stwierdzić, czy łysienie jest czymś czym warto zawracać sobie głowę, czy też nie. Wielu panów w głębi serca chciałoby zachować swoje włosy, ale są przekonani, że nic się nie da zrobić i dlatego traktują to jak dopust boży. Trzeba jakoś żyć dalej.

Niechęć budzi też myśl, by z takim problemem udać się do lekarza. Po pierwsze dziś nawet z poważnymi chorobami coraz trudniej dostać się specjalisty i otrzymać realną pomoc, a po drugie działa tu stare przekonanie, że wszystkiemu winny jest testosteron. Tym samym kojarzy się takie leczenie z obniżeniem poziomu tego hormonu, a tym samym spadkiem potencji.

Kiedyś rzeczywiście tak myślano i w ten sposób próbowano leczyć łysienie. Dziś już większość lekarzy wie, albo przynajmniej wiedzieć powinna, że problem jest nieco bardziej złożony. Musimy więc wyjaśnić w miarę prosto cały mechanizm, jednocześnie robiąc to w taki sposób, by nie wyszedł z tego skomplikowany wykład z biochemii przeznaczony tylko dla wtajemniczonych.

Kilka słów o przyczynach łysienia typu męskiego

W naszym organizmie testosteron konwertuje częściowo w inne hormony. Między innymi także w estrogeny. Wbrew obiegowym opiniom, niewielka ilość estrogenów jest mężczyźnie potrzebna i bynajmniej hormony te nie występują tylko i wyłącznie u kobiet. Bez nich nasze kości byłyby bardziej łamliwe, jak również – i to jest najciekawsze – mielibyśmy problemy z potencją. Kłopoty zaczynają się dopiero wówczas, gdy tych estrogenów jest za dużo. Może do tego dojść na skutek zewnętrznej podaży sterydów (zjawisko aromatyzacji), o czym pisałem powyżej lub przez nadmiar fitoestrogneów w diecie. Musimy więc uważać na fasolę, a już zupełnie unikać soi. Osobnym tematem są także ksenoestronegny.

Jednak nie to jest istotne dla tego wywodu. O wiele ważniejsza z punktu widzenia omawianego tematu jest konwersja w DHT, czyli dihydrotestosteron. Do konwersji dochodzi do pod wpływem enzymu 5-alfa-reduktazy. DHT jest o wiele silniejszym hormonem niż jego prekursor. Jest więc silnie anaboliczny i silnie androgenny. U pewnej części mężczyzn nie powoduje negatywnych skutków. U innych niestety tak. Do tych negatywnych skutków zaliczamy przede wszystkim przerost prostaty i wypadanie włosów.

Musimy jednak odnotować, że wysoki poziom DHT nie oznacza automatycznie wspomnianych problemów. Tu już wkraczamy na pole uwarunkowań genetycznych. Część populacji ma na tyle wrażliwe mieszki włosowe, że DHT powoduje u niej łysienie. Ważne będzie także, które z receptorów komórkowych wychwytują ów hormon. Od tego zależy i stan naszego owłosienia i ogólnie zdrowie. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy nie mamy na to wpływu. Sprawa została przesądzona znacznie wcześniej.

Jak ominąć lub rozwiązać problem?

Napisałem, że na reakcję naszego organizmu na DHT nie mamy wpływu. To prawda. Jednak jest pewne okno możliwości, które możemy wykorzystać. Wcale nie jesteśmy tak bezsilni, jak mogłoby to się wydawać na pierwszy rzut oka.

Możemy zastosować substancję, która po pierwsze przyhamuje konwersję testosteronu w DHT poprzez zablokowanie wydzielania enzymu 5-alfa-reduktazy, a po drugie będzie chroniła same mieszki włosowe przed niszczącym wpływem DHT. Takie rozwiązanie ma też ten plus, że nie odbije się na naszej potencji, a pośrednio również ochroni prostatę.

Pytanie tylko, czy taka substancja istnieje? Oczywiście skoro o niej piszę, to łatwo się domyślić, że odpowiedź brzmi – tak. Ostatnio produkuje się sporo preparatów bezpiecznych dla męskości, zarówno do użytku zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Często są one wzbogacane o inne składniki działające jako silne inhibitory wspomnianego enzymu. Do takich substancji należą przykładowo związki znajdujące się np. w pokrzywie.

Dobrze, czy źle być łysym?

Być może łysi nie mają się źle. Może nawet dla pewnej grupy kobiet będą bardziej atrakcyjni. Przyznam, że trudno czasami zrozumieć kobiece gusta, my mężczyźni jesteśmy pod tym względem mniej skomplikowani. Niemniej jeśli komuś wypadanie włosów przeszkadza i uważa, że raczej psuje mu urodę – może wypróbować opisany powyżej sposób.

Na koniec dodam od siebie jeszcze jedną uwagę. Pewien wpływ na to, czy łysina jest atrakcyjna czy nie ma kształt głowy. Niektórym po prostu nie pasuje i to oni wraz z utratą włosów stają się mniej atrakcyjni. Być może obiektywna ocena przed lustrem pomoże nam podjąć decyzję. Robić coś z tym łysieniem, czy też nie…