Laseroterapia łysienia – jak działają grzebienie laserowe?

Rate this post

Zastanawiasz się czy warto zainwestować w grzebień laserowy? Ja też. Dlatego coraz bardziej zgłębiam ten temat. Powiem więcej – jestem po dwóch pierwszych naświetlaniach LLLT w gabinecie kosmetycznym. Za jakieś dwa miesiące pewnie będę w stanie stwierdzić czy to na mnie działa, a tymczasem pozostaje teoria, którą i tobie postaram się przybliżyć.

Kiedy zaczęto stosować LLLT w leczeniu łysienia?

Boom na lasery rozpoczął się w 2007 roku. To wtedy FDA zaaprobowała lasery LLLT jako jedną z terapii łysienia potwierdzając w ten sposób ich skuteczność i bezpieczeństwo. W literaturze na ten temat możesz spotkać się jeszcze z innymi określeniami dla tego typu kuracji, są to: fotobiomodulacja, biostymulacja, zimny laser lub terapia czerwonym światłem. Wszystko to sprowadza się do jednego: do użycia niskoenergetycznego lasera emitującego czerwone światło, które nie parzy i nie nagrzewa głowy, ale za to stymuluje pracę mieszków włosowych.

Kto wymyślił LLLT i po co?

Oczywiście nikt ot tak sobie nie wpadł na pomysł, że stworzenie laserka dobrze zrobi włosom. Technologię LLLT opracowano w latach ‘60-ych ubiegłego wieku na potrzeby (kto zgadnie?!) NASA – wiele technologii i materiałów stworzonych z myślą o kosmonautach właśnie jest dziś powszechnie używanych przez zwykłych śmiertelników. Okazuje się, że taką technologią jest też zimny laser.

Nie wymyślono go po to, żeby w kosmos nie wysyłać łysych kosmonautów, o co to to nie. Pierwsze urządzenia laserowe wykorzystywano w celu przyspieszenia leczenia ran w trakcie przebywania gdzieś w kosmosie. Od tamtej pory technologia LLLT zaczęła robić karierę terapeutyczną. Okazało się, że świetnie sobie radzi ze stanami zapalnymi, działa przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo (różnie w zależności od długości światła), przyspiesza gojenie się ran, redukuje bóle neurologiczne, może działać odmładzająco (tzw. fotoodmładzanie), wspomagać leczenie trądziku, a nawet tak wrednych i uporczywych dermatoz jak łuszczyca.

Kluczowa długość fali i charakter światła

Jeśli spojrzeć na grzebień lub kask laserowy do laseroterapii łysienia od razu (przynajmniej mnie) nasuwa się skojarzenie ze światłem LED. Kiedyś byłem przekonany że to zwykłe ledowe diody (z fizyką na bakier!) tymczasem doczytałem, że w przypadku LLLT faktycznie chodzi o lasery czyli wymuszoną emisję światła monochromatycznego, tymczasem działanie urządzeń ledowych opiera się na diodach i zjawisku elektroluminescencji. Jeszcze nie do końca to rozumiem, w każdym razie LED i LLLT to dwie zupełnie różne rzeczy. LLLT rzeczywiście jest laserem.

Działanie terapeutyczne wykazują ściśle określone długości fal. Tzw. Okno terapeutyczne zawiera się w przedziale od 600 do 1400nm i co ciekawe ta długość fali jest (pozwolę sobie na cytat) “ zbliżona do widma absorbcyjnego hemoglobiny i wody, ponadto podobne widmo absorpcyjne mają elementy łańcucha oddechowego łącznie z cytochromem C”.

Dodatkowo fale tej długości praktycznie nie zwiększają temperatury tkanek – innymi słowy nie prowadzą do ich uszkodzeń ani poparzeń.

Zasada działania, czyli jak LLLT wpływa na włosy

W publikacji w Southern Medical Journal, na której bazuję, podano że istnieje kilka hipotez tłumaczących wpływ LLLT na mieszki włosowe. Na mój chłopski rozum wszystkie te hipotezy można sprowadzić do jednego – mianowicie do stwierdzenia, że grzebienie laserowe działają na mieszki włosowe podobnie do minoksydylu, czyli zapobiegają miniaturyzacji mieszków poprzez poprawę stopnia odżywienia i dotlenienia mieszków. Tak dożywione mieszki nie poddają się wpływowi DHT co prowadzi do zahamowania łysienia i odrostu włosów. Co ciekawe, zdaje się że mechanizm ten z powodzeniem można wykorzystać w celu poprawy kondycji włosów słabych i z jakichś powodów niedożywionych.

Te trzy teorie wpływu LLLT na włosy wyjaśniają, że:

  • światło wpływa na oksydazę cytochromu c i zwiększa ilość ATP, co prowadzi do lepszego odżywienia włosa,

  • światło przemodelowuje przebieg reakcji utleniania i redukcji (redoks) co skutkuje przyspieszeniem procesu powstawania nowych komórek,

  • laser może odblokowywać zblokowany wcześniej wpływ tlenku azotu na cytochrom C co oczywiście skutkuje lepszym dotlenieniem komórek i co za tym idzie poprawą kondycji (wzmocnieniem) mieszków.

Skuteczność grzebieni laserowych i laseroterapii LLLT

Wyniki badań skuteczności jednego z grzebieni dość jasno i obrazowo opisano TUTAJ. Natomiast w Southern Medical Journal wspomina się raczej o eksperymentach z długością fali i częstotliwością naświetlań.

Stwierdzono tam np., że w trakcie badania, które polegało na naświetlaniu “łysinek” w niewielkich dozach zaledwie raz w miesiącu – nie osiągnięto żadnej poprawy. Co ciekawe w przypadku łysienia na brodzie już po trzech sesjach u trzech pacjentów doszło do ponownego porostu włosów.

Część badań późniejszych, zakończonych bardziej pozytywnymi konkluzjami dostępna jest w pubMED:

  • http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19466643

  • http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24474647

  • http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23551662

 

Reasumując: wygląda to naprawdę nieźle i wygląda na to, że grzebieniami laserowymi takimi jak Vivicomb naprawdę warto się zainteresować.

 

Opracowałem na podstawie Southern Medical Journal, nr 9, wrzesień 2010

2 komentarze

  1. monique
    • Jakub